niedziela, 23 października 2016

Rzut beretem

Tuluza to świetne miasto, ponieważ wszystko jest tutaj w zasięgu ręki. Ale tym razem chodzi mi o to, że jest to świetna baza wypadowa. W dwie godziny z hakiem można dojechać do Bordeaux, w niecałą godzinę do Carcassonne (gdzie można zwiedzić najstarszy w Europie średniowieczny kompleks urbanistyczny), a w nieco ponad godzinę do Cordes-sur-Ciel i Albi. I właśnie o tych dwóch miastach chcę napisać (a głównie je trochę pokazać).

Cordes-sur-Ciel to małe średniowieczne miasto położone na północny-wschód od Tuluzy. Mieszka tam około 1000 osób. W 2014 roku zostało uznane za ulubione miasteczko Francuzów. Ze wzgórza (na którym jest położone) rozciąga się piękny widok na okolicę. Właściwie nie ma tam zbyt wiele do roboty, warto jednak pozaglądać w różne zakamarki, których jest tam pełno.







Albi to nieco większe miasto, położone nad rzeką Tarn na północny-wschód od Tuluzy tak jak Cordes-sur-Ciel. Miasto rodzinne malarza i grafika Henri de Toulouse-Lautreca. W 2010 roku zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Punkt centralny miasta stanowi Katedra św. Cecylii. Ukończona pod koniec XV wieku, stała się symbolem triumfu papiestwa nad heretyckim ruchem albigensów. Z zewnątrz dość ciężka i toporna, wewnątrz robi piorunujące wrażenie bogatym wyposażeniem i ścianami pokrytymi freskami. I w ogóle to chyba najpiękniejszy kościół w jakim kiedykolwiek byłem.





sobota, 15 października 2016

Jak turysta

Tuluza jest na tyle niewielkim miastem, że można je właściwie przejść całe na piechotę. Bardzo lubię poznawanie nowych miast i nawet typowo turystyczne zwiedzanie typu: znana ulica - znany plac - kościół - muzeum - kościół jest dla mnie w porządku. Tuluza nie jest metropolią jak Paryż, na którego zwiedzenie miesiąc to mało, ale jest tu kilka punktów, które warto zobaczyć i które każdy turysta musi odhaczyć przy okazji wizyty w la ville rose.

Jednym z miejsc obowiązkowych do zobaczenia jest Musée des Augustins. Nie jest to co prawda muzeum pokroju Luwru, ba, jest kilka razy mniejsze niż Muzeum Narodowe w Warszawie czy Krakowie, ale naprawdę warto tam zajrzeć. A to, co jest w nim najlepsze, to połączenie sztuki powiedzmy "tradycyjnej" ze sztuką współczesną.

Zdjęcia jakością niestety nie zachwycają, bo nie dość że robienie zdjęć telefonem jest do bani, to jeszcze pogoda była deszczowa. Mimo wszystko zapraszam :)





  







wtorek, 11 października 2016

Kto tam?

Tym razem, do czytania będzie jeszcze mniej niż zwykle. Powiem krótko: w Tuluzie co jedne drzwi, to ładniejsze. Patrzta.






Poza tym, co ciekawe, mnóstwo z nich posiada kołatki w kształcie dłoni. Trochę creepy.






środa, 5 października 2016

Nie tylko zabytki

W ostatni weekend odwiedziłem wystawę graffiti i street artu w ramach czwartej edycji festiwalu Mister Freeze. Prace "ulicznych artystów" można oglądać na 2500m2 pofabrycznego budynku na obrzeżach Tuluzy w dzielnicy Montaudran. Wystawa jest czynna do 8 października, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, ma jeszcze 3 dni :>

Bardziej zainteresowanych tematem odsyłam na oficjalną stronę wydarzenia (niestety tylko po francusku) albo na fanpage na FB:

http://expo-misterfreeze.com/
https://www.facebook.com/expomisterfreeze/

Oto zdjęcia, voilà:


Proszę dotykać oczami :)


 



 



niedziela, 2 października 2016

Nothing Toulouse

Stwierdziłem, że miesiąc życia na "emigracji" i ponad rok od publikacji ostatniego posta (niezły wynik jak na postanowienie regularnych wpisów) to dobry moment na wznowienie aktywności na blogu. Lepiej będzie, jeśli tym razem nie będę zbyt dużo postanawiał.

Wpisy zamierzam tworzyć chyba głównie dla siebie, aby lepiej zakonserwować wspomnienia z tego kilkumiesięcznego pobytu we Francji, ale chciałbym się też podzielić moimi wrażeniami i spostrzeżeniami na temat Francji i Francuzów. Jednak na początek: migawki znad Garonny.