Czasami jednak panują tutaj zasady inne niż w Polsce i życie też wygląda trochę inaczej. I nie mówię tu o tym, że przeciętny Francuz jest bogatszy od przeciętnego Polaka, bo w ogóle wydaje mi się, że jeśli chodzi o kwestię wyglądu, ubioru itd., różnic pomiędzy ludźmi mieszkającymi po dwóch stronach dawnej "żelaznej kurtyny" już nie ma. Mam głównie na myśli "zasady życia codziennego". Zapoznanie się z regułami panującymi we Francji jeszcze przed przyjazdem, może oszczędzić nieco rozczarowań, nerwów i facepalmów.
Po pierwsze: będąc we Francji zachowuj się jak Francuz (i myśl jak Francuz)
Tak, możesz wchodzić na jezdnię gdzie chcesz i kiedy chcesz. Nieważne czy świeci się zielone światło czy czerwone, czy jedzie samochód czy nie.
Tak, bagietka to nie jest buła, tylko (o zgrozo) chleb o charakterystycznym wydłużonym kształcie.
Tak, bardzo ładnie Pan/Pani wymówił/a, mam na imię Misiał/Mikal/Misial/Miszał/Michau/Mikail.
Po drugie: biurokracja w Polsce to koszmar? Bienvenue en France!
Ilość papierów, które były mi potrzebne, żeby zakwaterować się w akademiku i zarejestrować na uczelni, przechodzi ludzkie pojęcie. W przypadku akademika, wszyscy przed przyjazdem zostaliśmy postraszeni, że jeśli będzie brakowało choćby jednego dokumentu, wstępu nie dostaniemy. Po przekroczeniu progu, okazało się, że zestaw ok. tysiąca kartek, które wydrukowałem i pieczołowicie wypełniłem przed wyjazdem, muszę wypełnić jeszcze raz, hehe, dziękujemy bardzo, ale wszystkie mamy już dla was wydrukowane.
Z kolei na uczelni nie mógłbym zostać studentem, jeśli nie wykupiłbym ubezpieczenia u francuskiego ubezpieczyciela. To nic, że wydałem już kilka stów na ubezpieczenie w Polsce.
Natomiast świetną sprawą we Francji jest możliwość otrzymania dodatku do mieszkania, zawsze parę groszy do przodu. Zajmuje się tym CAF (Caisse d'allocations familiales). Podanie warto jednak złożyć na samym początku pobytu we Francji, a nie po dwóch miesiącach tak jak ja. Oczywiście wszystko to jest dostępne tylko dla posiadaczy konta we francuskim banku. Poza tym, warto być przygotowanym na prośbę o udokumentowanie zarobków rodziców i rozliczenie z urzędem skarbowym z 1985 roku (to oczywiście przesada).
Aha, we francuskich urzędach/biurach/sekretariatach/recepcjach pracuje się na ogół w godzinach 9-12 i 14-17. Handluj z tym.
Po trzecie: Ça va?
Czyli "co słychać?". To jest hit. Na początku mojego pobytu słyszałem to pytanie ok. 20 razy dziennie. W Polsce tyle razy słyszę je może w ciągu całego roku i co więcej, u nas rzeczywiście chodzi o to, żeby się dowiedzieć co tam słychać ("a daj spokój, stara bieda"). We Francji to pytanie funkcjonuje bardziej jako "cześć", więc odpowiadamy tylko ça va. I nara.
Po czwarte: Merci, au revoir
Na zakończenie miły akcent. Bardzo dużo ludzi wychodząc z autobusu dziękuje za podróż i żegna się z kierowcą, a kierowcy też dziękują i żegnają się z pasażerami. Myślę, że u nas też by się to przydało.
Wyjazd na Erasmusa to była jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza decyzja w moim życiu. Warto jest się samemu sprawdzić, pozwiedzać trochę Europy, otworzyć na różnorodność, podszkolić język, poznać ludzi z całego świata, bo okazuje się, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Ja wyrobiłem 300% normy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz